ROZDZIAŁ I

ZAMKNIĘTE DRZWI

 

Kosmos zastygł.

Stale zmieniający się i niespokojny, teraz wydawał się tkwić w całkowitym bezruchu. Zaak Triple zdał sobie sprawę z niedorzeczności tego odczucia. A mimo tego wydawało mu się, jakby ta czarna przestrzeń wokół niego straciła swoją dotychczasową energię i na jego oczach zamierała. Wyczuwał jej wzrastający ciężar. Zupełnie, jakby pozbawiona ruchu, zyskiwała na masie, gęstniała i tężała. Jakby lada moment miała upaść na niego – jedynego obserwatora tej dziwacznej, nierealnej sytuacji. – Nawet nie zdążyłbym się ruszyć – przeszło przez myśl Zaakowi. Pokręcił głową i wstał z wysiłkiem z szarej skały. Ciemna, jednolita powierzchnia gigantycznej asteroidy na której przebywał, nie wydawała się specjalnie atrakcyjnym miejscem do prowadzenia obserwacji galaktyki. Przed nim, w dole, rozpościerała się ponura panorama złożona z kraterów i niewielkich formacji skalnych. Tylko nieliczne, pulsujące światła wieżyczek placówek komunikacyjnych starały się przezwyciężyć monotonię tego martwego otoczenia. Raz po raz ginęły w mroku, aby po chwili znowu podjąć próbę wydostania się z ciemności. Zaak był przyzwyczajony do zadzierania głowy i patrzenia w gwiazdy na swojej rodzinnej planecie. Miękka trawa była znacznie lepszym kompanem. Czując pod dłonią żywą, nieskrępowaną roślinność, myślał o kolorze trawy i o jej kształcie na planetach, które były poza obecnym zasięgiem kolonizacyjnym. Tutejsza, asteroidowa, nieożywiona materia skalnego molocha reprezentowała zupełnie inne, znacznie mniej życzliwe oblicze kosmosu.

Zaak spojrzał na nieduży, znajdujący się pomiędzy dłonią i nadgarstkiem panel kontrolny kombinezonu. Zegar wskazywał, że minęły dopiero dwie standardowe godziny od wydarzenia, które dość nieoczekiwanie zmieniło jego dotychczasowy tryb życia. Sprawdził jeszcze poziomy tlenu, po czym zaczął schodzić ze wzniesienia skalnego, kierując się w stronę metalowych krat jednego z rzadziej używanych chodników transportowych. Uniwersalne kombinezony ciśnieniowe od wielu lat były wykorzystywane na asteroidzie Eskalana Trzeciego. Istniały w kilku wariantach i w gruncie rzeczy każda z odmian spełniała dobrze swoją funkcję. Zaak przyjął z zadowoleniem fakt, że nie musi pokonywać odległości w podskokach. Sztuczna grawitacja którą generowały umieszczone pod skałami regulatory masy, zdecydowanie ułatwiały przymusowe podróże po skalnej powierzchni. Energicznym krokiem zaczął powiększać odległość dzielącą go od Zewnętrznego Sztabu Komunikacyjnego. Wydarzenia ostatnich godzin zaburzyły rutynę życia większości załogi wewnętrzskalnego kompleksu Eskalana Trzeciego. Nawet jeżeli tylko wąskie grono osób zdawało sobie sprawę z faktycznego przebiegu wydarzeń sprzed ostatnich dwóch godzin, to cała reszta pozostawała wciąż w tym dość nieprzyjemnym stanie niepewności. Zaak doszedł do końca chodnika i się zatrzymał. Wystukał szybko komendę na panelu kombinezonu. Przestrzeń przed nim się zmieniła, nie było widać już majaczących w oddali skał. Zasłoniła je ciemna, rozległa kopuła. Natychmiast zaczęła zmieniać swój kolor, stając się w mgnieniu oka zupełnie przeźroczystą powłoką. Gdy pole maskujące znikło, Zaak wszedł na platformę i podszedł do turbowindy służącej do transportu pomiędzy powierzchnią asteroidy i podziemnym kompleksem. Wszedł do środka. Przyłożył kartę identyfikacyjną do czytnika deszyfrującego, znajdującego się na panelu po lewej stronie kabiny. Znajdujące się wewnątrz niej elektroniczne sensory, przeskanowały zapobiegawczo strukturę kombinezonu Zaaka w poszukiwaniu niebezpiecznych zanieczyszczeń z powierzchni Eskalana Trzeciego. Zaak odetchnął ciężko. Podjął decyzję. Zjeżdża w dół. Po raz ostatni. Zamknął oczy i zaczął wsłuchiwać się w delikatne buczenie przemieszczającej się szybko turbowindy. Czekając, aż osiągnie wyznaczony poziom, Zaak zaczął porządkować sobie w głowie wszystkie informacje na temat swojego obecnego miejsca pobytu. Eskalan Trzeci był najbardziej złożonym projektem Prywatnego Bloku Handlowego. Według oficjalnie dostępnych informacji, został wybudowany w celach badawczych. Przeznaczono go do badań minerałowych czterech planet Condra, znajdujących się w odległości standardowej godziny lotu nadświetlego. Organizacja utrzymywała status największej organizacji kupieckiej w Wewnętrznym Sektorze i nic nie wskazywało na to, aby ten stan rzeczy miał ulec zmianie. Eskalan był prawdopodobnie najbardziej zaawansowanym projektem, jaki Zarząd Bloku wprowadził w życie. Placówka wypełniała szczelnie wnętrze asteroidy typu Z-Alfa, jak również i pewien obszar na jej surowej powierzchni. Skala całego przedsięwzięcia była imponująca. Jeśli wziąć pod uwagę oficjalne dane projektowe, to sztuczna, wypełniona tonami durastali, kabli i istnień ludzkich przestrzeń zajmowała praktycznie całe wnętrzne asteroidy. Zarządcy Prywatnego Bloku Handlowego nie szczędzili środków. W ich słowniku nie istniały takie krępujące hasła jak deficyt czy limit. Posiadając monopol gospodarczy w Wewnętrzym Sektorze, szare garnitury z Bloku korzystały z nieograniczonych zasobów finansowych. Trwałość umów handlowych wiążących kupców Bloku z władzami Nowej Republiki nie była narażona na wahania nastrojów w regionie. Zgarniali najlepsze kontrakty, a ich umowy praktycznie nie wygasały. – Ciekawe, pomyślał Zaak, jaki procent wpływów dotyczył umów podpisywanych z kartelami i przemytnikami? Te wszystkie sojusze zawierane na liniach kodowanych połączeń międzyplanetarnych, w trakcie których każda ze stron korzystała z wysokiej klasy syntezatora mowy. Te wszystkie regulacje określane w setkach zakodowanych wiadomości. Ile biznesów zawierano, pieczętując współpracę uściskiem dłoni na słabo oświetlonych uliczkach lub w niezliczonej liczbie niezarejestrowanych magazynów przemysłowych? Nowa Republika nie zaglądała do kieszeni Prywatnego Bloku Handlowego. Jej urzędnicy byli dalecy od wszelkich prób szczegółowych weryfikacji bilansów kupców. Schowani w cieniu partnerzy z podziemnego świata nie byli tym samym niepokojeni. Bystre oczy regulatorów z Nowej Republiki zachodziły mgłą zawsze wtedy, kiedy ludzie Bloku lub ich wspólnicy tego potrzebowali. Ten stan rzeczy trwa nadal. Nic się nie zmieniło. – Im mniej wiem, tym lepiej, prawda? – Zaak zapytał samego siebie. Sądził, że głos rozsądku poda mu klarowną, jednoznaczną odpowiedź. Przywitała go jednak jedynie cisza. Cisza niepokojąco podobna do tej, która panowała nieprzerwanie na powierzchni asteroidy. Turbowinda osiągnęła poziom 54, oznajmiając ten fakt krótkim dźwiękiem z głośnika. Drzwi rozsunęły się z ledwo słyszalnym sykiem. Przestąpił próg turbowindy i otworzył znajdujący się w pobliskiej ścianie przestronny schowek. Z nieukrywaną ulgą pozbył się skafandra, pozostając w standardowym, srebrnym uniformie oficerskim. Ogniówka, bo tak nazywał się potocznie skafander, zawdzięczała swoją reputację plotce. Plotce, którą przekazuje się półgłosem w tunelach, hangarach jednostek rekonansowych, placówkach naukowych. Albo otwarcie, w ciasnych, rozśpiewanych i klejących się od potu kantynach wojskowych koszar Eskalana Trzeciego. Wszędzie tam królowa wyobraźnia. Przekazywano kulawe fakty na temat osób, które potrafiły wycisnąć z Ogniówki siódme poty. Nie mniej entuzjazmu wywoływały historię o osobach, które przez kombinezon zostały złamane. Pod względem wagowym, Ogniówka nie różniła się niczym szczególnym od innych kombinezonów wojskowych. Dokładała zaledwie kilka kilogramów do masy całkowitej szkolącej się osoby. Materiał kombinezonu, złożony z pięciu warstw powłoki nano-węglowej, nie krępował ruchów ciała. Całkowita grubość Ogniówki nie przekraczała sześciu centymetrów. Wykorzystując dwa tuziny miniaturowych chipów elektromagnetycznych, inżynierowie skomunikowali elektronikę kombinezonu ze strukturą molekularną wspomnianych warstw nano-węglowych. Ogniówka diagnozowała w czasie rzeczywistym ciało użytkownika, kontrolując wysiłek mięśniowy i bilans energetyczny ciała. Czas w niej spędzony wpływał bezpośrednio na stale wzrastającą siłę ciężkości. Włókna nano-węglowe powiększały swoją objętość, doprowadzając do konsekwentnego wzrostu ciężaru całego kombinezonu. Zaak skierował się w stronę sali odpraw, znajdującej się na samym końcu przestronnego holu. Pomieszczenie było dość obszerne, w większości wypełnione urządzeniami pomiarowymi i konsoletami. Zaak zauważył kilka robotów protokolarnych typu R3-D4, zajętych swoimi rutynowymi czynnościami przy wewnętrznych terminalach. W samym środku pomieszczenia znajdował się blat holoprojektorowy. Stały przy nim dwie osoby. Jedna z nich gestykulowała dynamiczne, druga zaś stała w bezruchu, patrząc z nieukrywaną irytacją na swojego rozmówcę. Podchodząc bliżej, Zaak zauważył kilka opróżnionych szklanek do svift-drinków. Tych samych, z których korzystało się w barze oficerskim na wyższym poziomie. – Eskalan Trzeci to nie jama Rancorna, ani tym bardziej zaułki Nar Shadaa, Dharonie. Nasi specjaliści rekonstruują  trasę tego sabotażysty – mówił z nieukrywany uniesieniem niski Rodianin. Zaak rozpoznał Vorgeliusa po charakterystycznych ruchach ciała. – Wiesz dobrze, że bezradność nie jest moim ulubionym kompanem – kontynuował, obficie przy tym gestykulując. Paradoksalnie, jego szkliste, puste oczy, nie wyrażały żadnych emocji. Słuchający go mężczyzna w podeszłym wieku nie odpowiedział. Wygładził jedynie dłonią swoją krótką, siwą brodę. Jego spojrzenie powędrowało w stronę stronę zbliżającego się Zaaka. – Jakie wieści przynosisz z Zewnętrznego Sztabu Komunikacyjnego, Zaaku? – spytał Dharon, uśmiechając się lekko. Próbował ukryć zmęczenie i smutek. Niestety bezskutecznie. Zaak wyjął niewielkie urządzenie odsłuchowe, następnie podłączył je do głównego terminala holoprojektora. W ułamku sekundy laser projektora przybrał kształt sylwetki Truskena, oficera łącznościowego asteroidy. – Stan poszukiwań oficera Keera Triple’a, kod rozpoznawczy 65-GL. Na chwilę obecną, to jest – osiem godzin od momentu dezercji – Zaak wzdrygnął się, słysząc niski, basowy głos Truskena. Głos, który w bezpośredni sposób oznajmiał, że jego brat jest zdrajcą. Oficer łącznościowy kontynuował – udało nam się namierzyć sygnał z nadajnika wahadłowca transportowego, ale… – cała trójka zauważyła wyraźne wahanie oficera – Moi ludzie porównali sygnał kodowy statku oficera Keera Triple z bazą danych. Wykryliśmy, że jednostka nadawała sygnał Gildii Mgławicy Wahań – Dharon z ledwo słyszalnym świstem wciągnął powietrze. Zaak wiedział, jakimi torami biegły teraz jego myśli. Skoro Keer posłużył się z kodyfikacją przemytniczą lokalnej kontrabandy, to wszelkie próby namierzania były niemożliwe do przeprowadzenia. Z Mgławicy Wahań można było przedostać się niepostrzeżenie w dowolnym kierunku. Funkcjonujące tam zagłuszacze przemytnicze uniemożliwiały odtworzenie trasy lotu. Trop urywał się natychmiast. Keer mógł wprowadzić koordynaty dowolnego sektora. Basowy głos Truskena kontynuował. – Nasi technicy wykryli właśnie obejścia systemu bezpieczeństwa w hangarze. Uszkodzenia nie są tak duże, jak przypuszczano. Bardziej szczegółowy raport techniczny wpłynie za dwie godziny – tłumaczył. Nastąpiła dłuższa pauza. Można było zauważyć, że Trusken konsultuje jakąś kwestię z osobą znajdującą się poza zasięgiem czujników rejestrujących. Po chwili pojawił się ponownie. – Za niecałą godzinę wróci patrol średniego zasięgu. Być może zwiadowcy rzucą nieco więcej światłą na całą sprawę. Na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie zrobić nic więcej. Sugeruję wykorzystanie pogłębionego kamuflażu dla całej asteroidy. – tymi słowami Trusken zakończył nagranie. Sylwetka oficera łącznościowego zadrżała i znikła. Zaak wiedział dokładnie, jaką drogę ucieczki wybrał jego brat. Keer zabrał jeden z myśliwców rozpoznawczych rezerwowego hangaru bojowego. Nim Zewnętrzny Sztab Komunikacji zdążył połapać się w całej sytuacji i rozpoczął nawiązywanie kontaktu z oddalającą się w szybkim tempie jednostką, Keer dociskał już dźwignię prędkości nadświetlnej. Dokąd poleciał? Tego bratu nie zdradził. Sforsował zabezpieczenia hangaru w sposób bezinwazyjny. Zaak zacisnął pięści. Wiedział, jakim rodzajem dowódcy jest Vorgelius. Nie wahałby się stawiać ludzi przed plutonem egzekucyjnym. Bez względu na liczbę dowodów obciążających. Jedno trzeba było mu jednak przyznać – był świetnym strategiem. Najczęściej jednak przypominał łowcę nagród, który zajmując brudny kąt w obskurnej kantynie, rozpoczynał obserwację swojego nowego kontraktu. Zaak znalazł się tutaj dzięki swemu bratu bliźniakowi, Keerowi. Nie miał większych problemów z podjęciem takiej decyzji. Nie widział dla siebie miejsca w galaktyce w pojedynkę. Bracia stracili rodziców bardzo wcześnie. Mimo tego, Zaak utrwalił sobie w głowię pewną projekcję, pewien obraz matki i ojca. Keer wprowadził go do struktur wojskowych i hermetycznej społeczności, jaką niewątpliwie stanowiła Siła Centrum. Pozwolił się wciągnąć w całą tą machinę wojskową. Pięć lat szkoleń w Siłach Centrum spędził na treningach i wypadach rozpoznawczych za sterami myśliwców średniego zasięgu. Zaczął przypominać sobie wszystkie uczucia, które towarzyszyły mu pięć lat temu, w trakcie zaprzysiężenia. Entuzjazm, duma, strach i niepewność były jego towarzyszami tego wieczoru, na dwunastym poziomie Eskalana Trzeciego. Główna hala Rady Znaku była wypełniona po brzegi, niczym nabrzmiały korpus Sarlacca. Setka adeptów ubranych w śnieżnobiałe uniformy, a pośród nich Zaak Triple. Radę Znaku tworzyło piętnastu wojowników – weteranów. Przeważali przedstawiciele rasy ludzkiej, na ogół w średnik wieku. Zaak zapamiętał również Rodiana i Bothanina. Członkowie Rady byli ubrani dość skromnie. Ich szare, eleganckie i dopasowane kombinezony wojskowe były ukryte pod luźnymi, kremowymi płaszczami. Zaak zwrócił uwagę na jeden detal – srebrne pasy z wygrawerowanym na klamrze emblematem stowarzyszenia Gromów Galaktyki. Delikatne, rozproszone światło rozstawionych dookoła podestu gromnic, podkreślało blizny na twarzach członków Rady. Liczne ślady po ranach mówiły o przebyciu wielu szlaków bojowych. Zmagania wojenne odcisnęły swoje piętno w sposób możliwie najbardziej wymowny.

Reklamy